Kto jest dupkiem na Old Trafford?

Ole Gunnar Solskjaer woli mieć w składzie dziurę niż dupka. Czy miał na myśli konkretnego zawodnika?

Rzucanie słów na wiatr nigdy nie leżało w jego naturze, choć wypowiadając się zawsze cenił powściągliwość i dyplomację. Te charakterystyczne cechy, wespół z pogodnym usposobieniem pomogły przeciwnikom przyszyć mu etykietę pacynki, za której sznurki pociągają Ed Woodward i Joel Glazer. Ku zaskoczeniu wszystkich norweski Dyzma z godnym podziwu uporem sprząta po swoich poprzednikach. I robi to nadzwyczaj skutecznie.

“I’d rather have a hole in the squad than an asshole.” Choć łatwo można by było przetłumaczyć to na swojskie “wolę mieć w składzie dziurę niż dupka”, najlepiej brzmi w oryginale, tworząc zupełnie przemyślaną grę słów. Oryginał nie wymusza zresztą założenia, że Ole Gunnar Solskjaer rzeczywiście tak ocenia niektórych spośród podopiecznych – aktualnych lub nie – choć daje do myślenia.

Kogo szkoleniowiec Manchesteru United może i powinien uważać za dupka?

Gazety i portale sportowe natychmiast pośpieszyły z odsieczą, wskazując na dwie najoczywistsze persony, o których Norweg zapewne mówił. Atakujący mediolańskiego Interu, a do niedawna duet napastników Czerwonych Diabłów, Alexis Sanchez i Romelu Lukaku.

Raz to był kwiecień, raz marzec. Lukaku sam gubił się w zeznaniach, kiedy podjął decyzję o opuszczeniu zespołu z Old Trafford. Powód? Gra na prawym skrzydle i idący za tym brak zaufania ze strony trenera. Rosły Belg opowiadając o swoim pożegnaniu z Manchesterem nigdy nie wspomina o fatalnej formie, którą osiągnął jeszcze za czasów Jose Mourinho, nie bierze pod uwagę wyższości lepszego w piłkarskim rzemiośle Marcusa Rashforda i milczy w sprawie symulowania kontuzji, co przecież mu się zdarzyło. To właśnie ostatni spośród faktów przekonał Solskjaera do sprzedaży napastnika, który winnych zaistniałej sytuacji widział tylko dookoła, a nigdy w lustrze.

W przypadku Sancheza, powodów do pozbycia się go nie było trzeba szukać ze świecą w ręku. Zarabiający krocie Chilijczyk skutecznie sabotował szatnię, pobierając dwu-, trzy- a nawet czterokrotność pensji każdego z kolegów i gasnąc na boisku, gdy przebłysk jego umiejętności był najbardziej potrzebny. Według niesprawdzonych informacji były gwiazdor Arsenalu poza problemem z formą (a raczej jej brakiem) nie potrafił zaaklimatyzować się na Old Trafford.

Na nieszczęście Czerwonych Diabłów, piłkarz prawdopodobnie wróci po sezonie do Manchesteru, gdzie wszyscy zachodzą już w głowę jak pozbyć się zbędnego balastu. Prawdą jest, że pytany na konferencji prasowej Solskjaer obiecywał kibicom, że Sanchez zdoła ich do siebie przekonać, jednak słowa te należy interpretować wyłącznie jako dyplomatyczną gadkę – a z tych jest przecież znany.

A co, jeżeli w drużynie wciąż ma paru dupków?

Podjazdowa wojna między Paulem Pogbą a Manchesterem United trwa w najlepsze i trudno stwierdzić, która ze stron wróci z niej na tarczy. Oddziały Francuza – w postaci jego braci i superagenta Mino Raioli – robią wszystko, by ten uchodził za zakładnika klubu. Solskjaer, który przecież w ciemię bity nigdy nie był, zwraca uwagę na operację kostki, która miała być wcale niepotrzebna i nieskonsultowana z klubowymi służbami medycznymi. Pogba oddałby wiele, by wrócić do Turynu, choć smutku nie przyniesie mu ani przeprowadzka do Madrytu, ain paryska pensja. Na Old Trafford każdy ma już dosyć środkowego pomocnika, którego zastąpiono jeszcze przed sprzedażą. Umówmy się, dla ego Pogby i kreatywności Bruno Fernandesa miejsca w jednym zespole jest za mało.

Choć Pogba jest liderem w klasyfikacji potencjalnych dupków, nie tylko on aspiruje do tego zaszczytnego miana. Konia z rzędem temu, kto znajdzie piłkarza-wychowanka bardziej irytującego kibiców swojej drużyny niż Jesse Lingard. Anglik irytuje w zasadzie wszystkim – zjazdem formy, marnymi statystykami, aktywnościami w social mediach i – wybaczcie to określenie – pustym łbem. Sam nie wiem, co dziwi mnie bardziej – fakt, że Lingard był ważną postacią reprezentacji Anglii na przyzwoitym Mundialu dwa lata temu czy potencjalne zainteresowanie Arsenalu jego osobą – choć to powinno zaskakiwać mniej, Kanonierzy przecież zapłacili kiedyś za Danny’ego Welbecka.

Do niedawna jednym z “dupków Solskjaera” zdawał się być Nemanja Matić, żołnierz, którzy wskoczyłby w ogień za… poprzednikiem Norwega. Po odejściu Jose Mourinho serbski pomocnik zajął się waleniem fochów i rozmienianiem się na drobne. W przeciwieństwie do mniej doświadczonych kolegów Matić, koniec końców, okazał się chłopem z jajami – wybrał się na szczerą rozmowę z menedżerem, czym zaimponował na tyle, by coraz częściej wychodzić w pierwszym składzie. Przed wybuchem epidemii rozpoczął nawet w pierwszej jedenastce derbowe spotkanie z City – fakt tym bardziej imponujący, że na ławce zasiadł zdrowy już Scott McTominay.

O tym, że dupkiem można się urodzić – przynajmniej w opinii Solskjaera – może świadczyć zachowanie młodych gniewnych, którzy figę jeszcze w karierze osiągnęli, jednak zdążyli wypracować sobie manierę ogromnych wymagań kontraktowych. Angel Gomes i Largie Ramazani, choć utalentowani, opuszczą prawdopodobnie Teatr Marzeń i pójdą w siną dal szukać szczęścia i pieniędzy. Ze swoich żądań wycofał się Tahith Chong, fellaino-podobny Holender, który związał się z klubem nową umową. Niesmak jednak pozostał a kibice wcale nie pogniewaliby się, gdyby The Baby Faced Assasin pozbył się i jego.

Lista mogłaby być dłuższa, jednak dupek Solskjaera i dupek Mourinho to dwóch różnych dupków. W poprzedniej erze Luke Shaw i Anthony Martial stanowili naturalny mur między Portugalczykiem a resztą drużyny, mur, który przyjmował na siebie każdy wyraz krytyki ze strony menedżera. Gdy nawet kibice uwierzyli w ich bylejakość i karygodne podejście do obowiązków, po kilku miesiącach u uśmiechniętego Norwega okazali się zupełnie przyzwoitymi piłkarzami.

Sanchez i Lukaku. Bezpłciowy Matteo Darmian, trudny Marouane Fellaini i uchodzący za kretyna Marcos Rojo. Bogusław Linda rzekłby, że robi tu porządek. Ole Gunnar tak nie powie, chociaż mógłby. I nawet, jeżeli jego ukryty talent trenerski w końcu nam się nie objawi, to zostawi komuś zespół oczyszczony. W Manchesterze United, choć nie bezboleśnie, odbywa się teraz katharsis. I za to Solskjaerowi należy się szóstka z plusem.