Paige Williams: w pogoni za szczęściem

Młoda piłkarka osiągnęła wiele, ale nie czuła się spełniona. Teraz będzie gasić pożary!

Zazwyczaj to chłopcy marzą o karierze piłkarskiej. Zazwyczaj to chłopcy na pytanie „kim chciałbyś zostać w przyszłości?” odpowiadają bez zająknięcia „strażakiem”. Niektóre dziewczynki, a później kobiety, mają jednak „zazwyczaj” serdecznie w… nosie. Jedną z nich jest Paige Williams.

Wracając do „zazwyczaj”, zazwyczaj nie interesujecie się damską piłką. Po głowie chodzą nazwiska wyłącznie tych najpopularniejszych na świecie: Marty Vieiry da Silvy czy Megan Rapinoe i w Polsce: Ewy Pajor oraz Oli Sikory. Warto więc byłoby przybliżyć sylwetkę bohaterki tekstu.

Paige Williams to całkiem niezła piłkarka. Była piłkarka. Urodzona w 1995 roku (tak, ma 25 lat) zawiesiła buty na kołku w wieku, w którym męska część publiki wciąż marzy o swojej debiutanckiej szansie. Urodziła się w Evertonie i reprezentowała jego niebieską część. Grała na pięciu reprezentacyjnych szczeblach, choć w seniorskiej kadrze nie zadebiutowała. Zanim trafiła do Birmingham City, pograła chwilę we Włoszech, gdzie radziła sobie najlepiej.

Zanim w 2017 Juventus zdecydował się zainwestować w drużynę „Ladies”, a bianconere wzięły przykład z kolegów i zaczęły zdobywać tytuły mistrzowskie rok w rok, pierwszą siłą piękniejszej strony calcio był zespół Brescii – tam właśnie trafiła w 2016 Williams. Choć w Lombardii zabawiła tylko przez rok, udało jej się zdobyć scudetto, strzelając bramkę średnio w co trzecim meczu, co jak na lewą obrończynię jest wynikiem rewelacyjnym.

Jak każda dziewczynka, Paige miała swoje marzenia. Jednym z nich była gra dla Realu Madryt. I tu się zaczęło. Latem 2019 roku Angielka była o krok od Santiago Bernabeu. „Byłam na testach w Madrycie i wszystko szło w dobrym kierunku. Minęłam się w korytarzu z Marcelo. Niestety jedna z zawodniczek zrezygnowała z wypożyczenia do innego klubu. Dla mnie zabrakło miejsca.”

To był cios. Williams zdała sobie sprawę, że futbol nie jest dla niej. „Czułam, jakby coś odciągało mnie od futbolu.” Dawała piłce dużo, sama niewiele zyskiwała. W przeciwieństwie do piłkarzy, zarabiała marne grosze i nie była w stanie zaoszczędzić nawet małych sum. Skończyła karierę, choć nie od razu dotarło do niej co chce robić w życiu.

Dziś jest zawodowym strażakiem. Przy wyborze nowej ścieżki kariery pomogła jej mama. „Błąd na boisku skutkuje utratą gola. Błąd w moim nowym zespole skutkuje utratą życia. Ekscytuje mnie fakt, że codziennie muszę być najlepszą wersją samej siebie, by Merseyside było spokojnym miejscem.”

Każdy piłkarz w jej wieku i na jej poziomie jest już milionerem. To może boleć. Paige Williams zdecydowanie jest nonkonformistką, wszak obrała drogę nieusłaną różami, bez złotych gór i obarczoną ogromną odpowiedzialnością. My ogromnie szanujemy i trzymamy kciuki.

I jeszcze jedno. Paige spełniła dwa największe chłopięce marzenia. Ciekawe czy choć jeden strażak grał w Evertonie? Czy któryś z piłkarzy The Toffees prowadził wóz strażacki? Być może Paige Williams, kobieta, była pierwszą osobą która zajmowała się obiema profesjami. Panowie, niezły trolling, prawda?