Dzień, w którym Gerrard niemal stał się niebieski

Choć dziś trudno w to uwierzyć, Steven Gerrard o mały włos nie stał się piłkarzem londyńskiej Chelsea.

Alternatywna rzeczywistość pełna jest wydarzeń, o których nie śniło się filozofom. W jednej z nich Wayne Rooney wyprowadza na murawę Etihad Stadium zespół gospodarzy, w innej Steven Gerrard zdobywa mistrzostwo za mistrzostwem w prowadzonej przez Jose Mourinho Chelsea. Przerażający jest fakt, że świat, w którym to się dzieje, nie jest wcale oddalony od naszego, a tylko niuansiki i detale spowodowały, że Gerrard stał się na Anfield tym, kim się stał. Legendą.

Cofnijmy się w czasie. Jest 5 lipca 2005 roku, zaledwie sześć tygodni wcześniej Steven Gerrard wzniósł ku niebu wymarzony, uszaty puchar za zwycięstwo w Lidze Mistrzów. Zaniepokojony przestojem w negocjacjach kontraktowych kapitan The Reds zwraca się do władz klubu z prośbą o zgodę na odejście, a Jose Mourinho zaciera ręce.

Było naprawdę blisko. Gerrard był poważnie zainteresowany ofertą Chelsea, od podpisania kontraktu dzieliły go sekundy, milimetry i jedna rozmowa. Kwota odstępnego miała wynieść 35 milionów funtów. Klub z Merseyside miał już przygotowany komunikat o sprzedaży zawodnika, który był już praktycznie niebieski.

15 lat później ciężko jest sobie nawet wyobrazić, by Steven miał opuścić Anfield. Zresztą do dziś na wspomnienie o tamtych wydarzeniach na jego twarzy pojawia się grymas wstydu. Anglik prawdopodobnie chciałby zapomnieć o lecie 2005 – to jedyna wizerunkowa rysa, która pojawiła się przez 17 lat gry w pierwszej drużynie Liverpoolu.

Z pewnością do końca zdarzało mu się z zazdrością spoglądać na kolejne puchary wznoszone przez piłkarzy Chelsea. Imperium Romana Abramowicza stale się rozrastało i było poza zasięgiem LFC. Po zwycięstwie w Lidze Mistrzów Gerrard wywalczył tylko dwa trofea – Puchar Anglii i Puchar Ligi Angielskiej, choć miał całą dekadę by zdobyć o wiele, wiele więcej. The Blues w tym czasie zdobyli trzy mistrzostwa, Ligę Mistrzów, Ligę Europy, cztery Puchary Anglii i dwa Puchary Ligi. Gerrard mógł czuć pustkę i niedosyt, wszak jest tylko człowiekiem.

Dziś patrzy na to z nieco innej perspektywy: “Nie żałuję, że nie trafiłem do Chelsea. Ani trochę”. To słowa pochodzące z podcastu The Greatest Game prowadzonego przez Jamiego Carraghera. “Mogę chodzić na mecze. Mogę bywać w Liverpoolu. Zostało mi zaoferowane stanowisko trenera w akademii. Takiej relacji z klubem oczekiwałem.”

“Mourinho chciał mnie pozyskać w 2010 roku, gdy był trenerem Realu Madryt. Wyobraź to sobie, grać dla Mourinho w Lidze Mistrzów. W Madrycie. Owszem, to byłoby niewiarygodne doświadczenie, ale to wywołałoby wojnę w Liverpoolu. Doszło też do kilku poważnych rozmów z Bayernem Monachium. Jak wielkim klubem jest Bayern? Wyobraź sobie przejście tam. Jednak po ochłonięciu myślisz sobie: chłopie, jesteś kapitanem Liverpoolu. Grasz dla wspaniałego klubu, co jeszcze chcesz zmienić? Czemu miałbym niszczyć tę relację?”

“Teraz jestem jednak dojrzalszy niż wtedy, gdy miałem 24 czy 25 lat.”

W 2005 roku Gerrard był bardziej… temperamentny. Trudno byłoby uwierzyć, że saga transferowa skończyła się na zalotnych spojrzeniach w stronę zachodniego Londynu i wstępnym badaniem gruntu przez Abramowicza. Chelsea po raz pierwszy zwróciła się w kierunku Anglika w roku 2003, gdy zespół prowadził Claudio Ranieri, a świat oczekiwał ze zniecierpliwieniem na przejęciu klubu przez rosyjskiego oligarchę. Wtedy jednak niewielu przekonało się stuprocentowo do nowego projektu, a chwilę później nie do zatrzymania okazała się inna drużyna z Londynu – Arsenal.

Wszystko zmieniło się po przybyciu Jose Mourinho. Dynamika uległa zmianie. Wzajemny podziw między Portugalczykiem a środkowym pomocnikiem rósł z dnia na dzień. To historia pewnej pokusy.

AKT I

W 2004 roku Liverpool zakończył sezon ze stratą 30 punktów do nowych mistrzów Anglii. Jego nazwisko stawało się coraz gorętsze, choć on sam skupiał się wyłącznie na nadchodzących Mistrzostwach Europy w Portugalii. Świeżo mianowany menedżer The Reds, Rafa Benitez, osobiście wybrał się do Lizbony, by przedyskutować ze swoim kapitanem jego przyszłość. Na pokładzie samolotu spotkał swojego poprzednika, Gerarda Houlliera i Julie Ann, matkę Gerrarda.

“Rafa uścisnął jej dłoń po czym bardzo niedyskretnie zapytał: Czy Steven lubi pieniądze?” – to cytat z autobiografii piłkarza, My Story. “Oprócz standardowego: Witam, miło cię poznać, to były pierwsze słowa Rafy w kierunku mojej mamy. Miałem z nią bliski kontakt i dowiedziałem się od niej o tej rozmowie, zanim mój nowy menedżer wsiadł do taksówki by dotrzeć na nasze spotkanie.”

Ta sytuacja mogła zostać uznana za niesmaczny żart, a sam Benitez powinien był poznać profil psychologiczny swojego piłkarza jeszcze przed ich spotkaniem – i w inny sposób. Nie zwiastowało to dobrego początku. To podejście totalnie odmienne do tego preferowanego przez Mourinho, który potrafił sprawić, że piłkarz czuł się doceniany. Poza tym, hiszpański taktyk nie mógł obiecać Gerrardowi złotych gór z uwagi na ograniczenia finansowe. Gerrarda dopadły wątpliwości co do ambicji klubu, The Special One robił natomiast wszystko, by Anglik czuł się mile widziany w Londynie.

“Stevie był wówczas jednym z najlepszych piłkarzy na świecie, w Liverpoolu radził sobie ponadprzeciętnie” – stwierdził w kwietniu tego roku John Terry. “Mourinho chciał sprowadzić do Chelsea najlepszych krajowych [tj. angielskich] piłkarzy, a on [Gerrard] na sto procent podniósłby nasz poziom. Menedżer poprosił nas, byśmy z nim porozmawiali. Stevie od początku stwierdził, że nie jest zainteresowany, chociaż z czasem jego stanowisko zaczęło się zmieniać.”

Gerrard miękł, a Chelsea wystosowała ofertę. Peter Kenyon, ówczesny dyrektor wykonawczy klubu ze Stamford, zaoferował 20 milionów funtów. Chciał załatwić sprawę najszybciej, jak to możliwe. Mimo rozdarcia, Gerrard nie mógł ostatecznie zmusić się do tego ruchu. Dał do myślenia Benitezowi. Zwołał konferencję prasową i oświadczył, że chce rozpocząć nową erę w Liverpoolu.

AKT II

Po całym zamieszaniu nie każdy był przekonany co do jego intencji i przywiązania. “Wiecie, że Chelsea prędzej czy później weźmie kogo chce” – mawiał Arsene Wenger. Sam Gerrard przed kluczowym spotkaniem z greckim Olympiakosem w Lidze Mistrzów przyznał, że będzie musiał przemyśleć swoją przyszłość jeżeli sytuacja w klubie nie ulegnie zmianie. “Jeżeli coś nie będzie działało tak, jak powinno… zobaczymy co stanie się latem. Mam 25 lat i zostanie mi sześć, siedem sezonów na wysokim poziomie, by zdobywać trofea.”

“Jako fan klubu przyznam, że to trudna sytuacja. Chciałbym zdobywać tu puchary ale wiem, że czas nie gra na moją korzyść. Nie mogę czekać przez kolejne 3, 4 lata, aż sytuacja się obróci i zespół zacznie wygrywać. Mam nadzieję, że stanie się tak do lata i w przyszłym sezonie będziemy walczyć o tytuł. Nigdy się nie poddaję, ale… spójrz w tabelę.” Rzeczywiście. Liverpool był wtedy siódmy, do Chelsea tracąc 15 punktów.

Strata punktowa do The Blues na koniec sezonu powiększyła się do 37 punktów. Obie drużyny spotkały się też w finale Pucharu Ligi. To Chelsea cieszyła się ze zwycięstwa, a dla Jose Mourinho był to pierwszy triumf na angielskiej ziemi. Gerrard zdobył bramkę samobójczą. Na trybunach siedziały jego mama i dziewczyna, które wolałyby nie słyszeć wyzwisk kibiców Liverpoolu w stronę swojej przyszłej legendy: “Ten kut*s zrobił to celowo!”, “Chce grać dla Chelsea! Dla ich pieniędzy!”, “On i jego miss-k*rwa chcą pieniędzy z Londynu!”, “Gerrard to jeb*ny zdrajca!”

Zgodnie z oczekiwaniem Steviego, wszystko zmieniło się na przestrzeni paru miesięcy. Doszło do europejskiego cudu, a Liga Mistrzów stała się w sezonie 2004/05 osobistą Odyseją Gerrarda. W meczach z Bayerem Leverkusen, Juventusem i Chelsea był fantastyczny, to on poprowadził The Reds do finału w Stambule. Po wielkim comebacku na Ataturk stadium nawet Roman Abramowicz, człowiek, któremu udawało się do tej pory wszystko, mógł pomyśleć, że żadna siła nie wyciągnie pomocnika z Liverpoolu.

Wtedy coś się zmieniło.

AKT III

Przez kolejne tygodnie Gerrard siedział jak na szpilkach w oczekiwaniu na nowy kontrakt. Jego umowa obowiązywała do 2007 roku, a przez cały miniony sezon odmawiał jego renegocjacji w obawie o możliwość gry w kolejnej edycji Ligi Mistrzów. Mimo piątego miejsca w lidze, triumf w Pucharze Europy zagwarantował im z automatu szansę jego obrony w nadchodzących rozgrywkach. Gerrard był pewien, że w tej sytuacji otrzyma korzystną ofertę przedłużenia umowy, zwłaszcza, że latem swoje parafki postawili Igor Biscan czy Dietmar Hamann.

Zamiast tego zapadła onieśmielająca cisza.

Swoją rolę odegrały kwestie logistyczne. Agent Gerrarda, Struan Marshall, odbywał akurat podróż poślubną, a sam piłkarz korzystał ze swojego urlopu w innym terminie. Gdy wszyscy wrócili już do pracy, zaczęły pojawiać się problemy komunikacyjne między Gerrardem a menedżerem Rafą Benitezem. Świeżo po zwycięstwie w Lidze Mistrzów kapitan The Reds miał popaść w samouwielbienie a jego jedynym problem stał się nowy kontrakt. Hiszpan zaś miał zastanawiać się, czy środkowy pomocnik nie osiągnął szczytu swojej wartości, a spieniężenie jego karty zawodniczej nie pozwoliłoby uzupełnić kilku luk w zespole. Rick Parry, dyrektor wykonawczy klubu z Merseyside, stał w rozkroku.

“Muszę przyznać się do swojego flirtu z Chelsea, swojego ego i chłodu który panował między mną a Rafą. Wszystko mogło potoczyć się inaczej. Być może przy odrobinie dojrzałości i doświadczenia podejmowałbym szybciej pewne decyzjej. Mogliśmy uniknąć tego gówna, które zaszło za daleko. No, ale wiesz… Może musiałem tak się zachowywać. Żeby w Liverpoolu zrozumieli, ile mogą stracić” – wspominał po latach sam zainteresowany we wspomnianym już podcaście Carraghera.

Po Stevena zaczęła ustawiać się kolejka chętnych. Na czele znajdował się Real Madryt. Arrigo Sacchi, który w tym czasie piastował w Madrycie stanowisko dyrektora sportowego, dwukrotnie dzwonił do Beniteza pytając o kapitana The Reds. Chelsea działała jednak z dużo większym zdecydowaniem. Klub z Anfield miał być wściekły kiedy doszło do bezpośrednich kontaktów Gerrarda z Jose Mourinho – praktyka taka jest nieakceptowana, jednak zupełnie powszechna. Środkowy pomocnik przyznał, że spodobały mu się rozmowy z Portugalczykiem, który miał być “bardzo przekonujący”.

Dziesięć lat później o głos w tej sprawie poproszony został sam Mourinho: “Marzyłem o Chelsea z Makelele, Gerrardem i Lampardem. Graliśmy trzema pomocnikami w linii, bez typowej “dziesiątki”, z Makelele ustawionym przed linią obrony. Ja, pan Abramowicz, Peter Kenyon. Wszyscy mieliśmy ten sam sen.”

Przed 5 lipca 2005 w Liverpoolu zaczęło dziać się sporo. Trenowali już od ośmiu dni, zdążyli pokonać mistrza Walii, TNS, w meczu eliminacyjnym do Ligi Mistrzów. Pomimo tego wszystko kręciło się wokół Gerrarda.

Lato 2005 roku, z uwagi na niejasne oświadczenia i problemy komunikacyjne, wydawało się nieodwracalnie psuć stosunki klubu z Gerrardem. Mózg piłkarza był zajęty nieakceptowalnymi jego zdaniem warunkami kontraktu. Jeszcze gorsze wydawały się relacje piłkarza z Benitezem. W końcu nadszedł pewien wtorkowy poranek, gdy na Merseyside trafiła rekordowa wówczas oferta opiewająca na 32 miliony funtów. Parry nie był jednak usatysfakcjonowany. Nastąpił impas.

Gerrard mógł opowiadać o negocjacjach w sprawie nowego kontraktu z Liverpoolem bojąc się o swoje relacje z kibicami. Zdecydował się jednak na telefon do Marshalla z instrukcjami, by ten złożył w jego imieniu oficjalną prośbę o zgodę na opuszczenie klubu, tzw. “transfer request”.

Piekło rozpętało się, gdy klub ujawnił ten fakt. Pod Shankly Gate na Anfield płonęła koszulka z nazwiskiem Gerrarda i numerem 17. Na ścianach można było zobaczyć różne napisy, a “Judasz” czy “zdrajca” to najłagodniejsze spośród inwektyw. Czerwona część miasta w trybie natychmiastowym znienawidziła swojego kapitana. 

“Myślałem sobie, że chciałbym zagrać dla Chelsea prowadzonej przez Jose Mourinho. Wierzyłem, że z Jose zdobędę wszystkie upragnione trofea. To nie Chelsea mnie intrygowała. Robił to Mourinho. Mógłby wydobyć ze mnie więcej. Razem mogliśmy odnieść sukces. Musiałem wybrać między trofeami z Chelsea a lojalnością wobec Liverpoolu.”

Wydawało się, że każda ze stron dorastała do kompromisu, a porozumienie było coraz bliżej. Perry zdążył już nawet powiedzieć: “Musimy uważnie zaplanować wydanie pieniędzy, które otrzymamy ze sprzedaży Gerrarda. Rynek jest pełen możliwości. Chcemy wykorzystać je by uczynić Liverpool jeszcze większym.”

Mourinho prawie go miał.

Rok później na Stamford trafił Andrij Szewczenko. 29-letni Ukrainiec kosztował 30 milionów funtów. Włodarze The Blues odważyli się także podjąć zdecydowanie bardziej skomplikowane negocjacje dotyczące transferu Ashleya Cole’a. Tym ciężej zrozumieć dlaczego nie zaoferowali Liverpoolowi oczekiwanej kwoty. Zwłaszcza, że sam Gerrard był praktycznie owinięty wokół palca. Moment wydawał się być idealny.

Być może uzgodniona tygodniówka mająca wynosić 120 tysięcy funtów tygodniowo dała im przesadzone poczucie pewności? Może wydawało im się, że wystarczy następnego dnia złożyć nową, niewiele wyższą ofertę? Taktyka, którą obrał Abramowicz, okazała się nietrafiona. 

Gerrarda dopadł atak paniki, na tyle poważny, że piłkarzem musiał zająć się klubowy lekarz. Odwiedził swojego ojca, rozmawiał z dziewczyną i przyjaciółmi. Sprawy toczyły się bardzo szybko a akcja stale zmieniała swój bieg. Gdy Chelsea wydawała się pewna swojego sukcesu, piłkarz doznał olśnienia.

EPILOG

Krąży wiele teorii spiskowych dotyczących niechęci Gerrarda do opuszczania Liverpoolu, jednak żadna nie ma potwierdzenia w rzeczywistości. Sam piłkarz zapiera się, że chodzi o więź, która łączyła go z klubem odkąd skończył osiem lat.

“Tata był bardzo spokojny, nie chciał mówić za dużo. Kazał mi iść za głosem serca. Rozmawiałem z tatą i Philem [bratem]. Powiedziałem im, że klub nie okazał mi miłości, której oczekiwałem. Uważałem, że nie działali tak szybko, jak powinni. Chelsea była poważna w swoich staraniach a Mourinho zawładnął moimi myślami. Chciałem grać dla niego. W końcu jednak zacząłem mówić o Liverpoolu. Mówiłem o Liverpoolu dużo częściej niż o Chelsea.”

“Byłem bardzo bliski odejścia, jednak godzina spędzona z tatą i Paulem zmieniło wszystko. Co jest dla mnie najlepsze? Czego naprawdę chcę? Czy poradzę sobie z The Kop skierowanym przeciwko mnie? Czy mogę zaakceptować fakt, że nie zagram już dla Liverpoolu? To były najważniejsze pytania – te o finanse zeszły na dalszy plan. Pieniądze nie były istotne, choć grając dla Chelsea byłbym bogatszy o parę milionów. Czy dwa, trzy trofea z Liverpoolem były warte tyle co ich trzykrotność zdobyta z Chelsea? Nie byłem pewien co do Chelsea. Myślałem tylko o Liverpoolu.”

O 23:00 Gerrard zadzwonił do Marshalla. Poprosił agenta, by poinformował Perry’ego o chęci pozostania na Anfield. By udowodnić swoje czyste intencje, poprosił nawet o usunięcie klauzuli odstępnego z nowej umowy. “Mourinho zrozumiał moją decyzję” – napisał w swojej autobiografii, choć do Petera Kenyona musiał dzwonić Marshall.

Nastroje w Chelsea były dalekie od ideału. Abramowicz musiał obejść się smakiem drugi rok z rzędu – prawdopodobnie po raz pierwszy w życiu. Cztery dni później Gerrard dumnie paradował po Wrexham z pucharem Ligi Mistrzów. Tłum znów wykrzykiwał jego imię.

Chelsea nigdy więcej nie próbowała pozyskać kapitana The Reds. Mourinho rozmyślał nad Gerrardem gdy prowadził Inter i Real Madryt, choć dobrze wiedział, że stracił już szansę na współpracę z Anglikiem. “To legenda Liverpoolu, legenda Premier League, przeciwnik, którego zawsze podziwiałem i szanowałem. Zrobiliśmy wszystko by go pozyskać, byliśmy bardzo blisko. Nigdy jednak nie obiecał mi, że do nas dołączy. Nigdy. Zawsze był The Red. Uważam, że podjął właściwą decyzję.”

Jakże ikoniczne było spotkanie w 2014 roku. Jedno poślizgnięcie, jeden błąd. Ułamek sekundy, który otworzył Dembie Ba drogę do bramki i pozbawił Gerrarda jedynego tytułu mistrzowskiego. Ból kibiców zostanie ukojony przy pierwszej okazji. 39-letni były już piłkarz swojego jedynego mistrzostwa nie zdobędzie już nigdy.

Gerrard nigdy nie zdobył się na transfer do The Blues, choć sympatia i szacunek dla Jose Mourinho ostały się do dziś. Działało to w obie strony, a w 2015 roku, podczas charytatywnego meczu gwiazd, John Terry wręczył Stevenowi list od Jose Mourinho, w którym Portugalczyk pogratulował piłkarzowi wspaniałej kariery i wyraził ubolewanie nad faktem, że nie było im dane pracować razem.

Ten list prawdopodobnie ma swoje specjalne miejsce w domu Gerrarda. Jest dowodem kroku, którego nigdy się nie podjął. Na szczęście.

Źródło: The Athletic