Nowe oblicze Tottenhamu

Pochettino i Mourinho, dwóch świetnych menedżerów. Który z nich lepiej radził sobie w tym sezonie?

Tottenham rozegrał w tym sezonie 24 ligowe spotkania, a obaj menedżerowie – były i aktualny – podzielili się nimi po równo. Nic więc dziwnego, że zewsząd coraz częściej padają pytania o zasadność zmiany na ławce trenerskiej Spurs i dochodzi do pierwszych rozliczeń Jose Mourinho.

Czy zwolnienie Mauricio Pochettino i zastąpienie go renomowanym Portugalczykiem było najlepszą z możliwych opcji? Co poprawiło się w grze Kogutów? Jaki wpływ na drużynę ma The Special One? Odpowiedzi na te pytania udzielił Sven Alexis na łamach serwisu skysports.com.

Począwszy od najważniejszego, pod batutą portugalskiego stratega Tottenham zainkasował 20 punktów, czyli o 6 oczek więcej od poprzednika. Diametralnej zmianie nie uległa liczba bramek, zarówno zdobytych, jak i straconych. Łatwo było przewidzieć, że Mourinho postawi na swoje bezpośrednie rozumienie futbolu i tak rzeczywiście się stało. Na początku sezonu, z Pochettino za sterami, drużyna z Londynu zagrywała średnio 8,8 długiej piłki na mecz. Teraz ta liczba wzrosła do 11,8.

Tendencję do gry z pominięciem drugiej linii uwidacznia postawa Harry’ego Winksa, piłkarza, który (zazwyczaj) co mecz notuje najwięcej kontaktów z piłką. U Argentyńczyka jego licznik wskazywał średnio 92 kontakty przypadające na pełne 90 minut, po zmianie menedżera wystąpił spadek do 72 kontaktów.

Odkąd Mourinho przybył do Londynu, nikt w całej ligowej masie nie może pochwalić się większym posiadaniem piłki w tzw. „final third”, czyli obszarze zajmującym 1/3 boiska, ciągnącym się od bramki rywala do okolic środka pola. Tutaj było nieźle jeszcze przed Portugalczykiem, bowiem Tottenham był pod tym względem czwartą najlepszą ekipą w Premier League. Za sprawą nowego szkoleniowca udało się ten wynik podwoić.

skysports.com

Koguty stały się agresywniejsze. Sukces ma wielu ojców, a w przypadku świetnych statystyk w final third należy zwrócić uwagę na dwie kwestie. Po pierwsze, liczba akcji rozpoczętych jeszcze w pozostałych częściach boiska (okolicach własnej szesnastki bądź linii środkowej) wzrosła o 40%. O 38% podskoczył wskaźnik piłek wywalczonych po odbiorze, gdy rywal wykonał dwa, trzy podania na około 40-stym metrze.

Tottenham nie jest jednak zespołem holującym futbolówkę szczególnie długo. Grając przed własną publicznością ekipa Jose notuje średnio 47% posiadania piłki, a grała do tej pory wyłącznie z drużynami z drugiej części tabeli, tj. Bournemouth, Burnley, Brighton i Norwich. Z Pochettino u władzy na Tottenham Hotspur Stadium Spurs bywali przy piłce przez średnio 65% meczu.

57-letni Portugalczyk za cel postawił sobie wszczepienie w swoich podopiecznych mentalności zwycięzców, której ewidentnie brakowało na początku rozgrywek. W erze Mourinho Tottenham nie oddał ani jednego punktu rywalom gdy jako pierwszy obejmował prowadzenie. Do tej pory działo się tak w pięciu spotkaniach. Pochettino pobił niechlubny rekord ligi – jego drużyna zgubiła 12 punktów mimo prowadzenia.

skysports.com

Trudno uwierzyć, że Spurs zanotowali najmniej czystych kont w lidze. W tunelu pojawiło się jednak światełko i po zmianie menedżera widoczna jest tendencja wzrostowa.

Są jednak aspekty, w których przeważał Argentyńczyk. Niepokojąca jest ilość stykowych sytuacji w polu karnym Kogutów. Odkąd Mourinho przybył do Londynu rozdaje przeciwnikom najwięcej jedenastek. Tuzin meczów, cztery wskazane wapna. Tylko w dwóch ostatnich spotkaniach sędziowie przyznali dwa rzuty karne rywalom Tottenhamu.

Spośród 15 bramek straconych przez piłkarzy Mourinho, cztery padły po stałych fragmentach gry (wyłączając rzuty karne). Wynik nie najgorszy, zwłaszcza, że aktualnie szczycić się mogą serią pięciu spotkań bez straty gola ze stojącej piłki. Nijak ma się to jednak do osiągnięcia Pochettino. Gdy panem i władcą ekipy z północnej części Londynu był młodszy z menedżerów, nie straciła ona w ten sposób żadnej bramki w 12 ligowych potyczkach.

Tottenham Pochettino i Tottenham Mourinho to inne ekipy. Nie da się przejść obojętnie obok efektów pracy Portugalczyka – gra stała się mniej kombinacyjna, jednak zdobycz punktowa okazuje się okazalsza. Jeżeli jednak klub wciąż marzy o miejscu premiowanym grą w przyszłorocznej edycji Ligi Mistrzów, doświadczonego szkoleniowca czeka ogrom pracy – choć rywale w walce o czwarte miejsce w tabeli prowadzą swój wyścig w ślimaczym tempie i ewidentnie nie zamierzają jeszcze bardziej utrudniać mu pracy.

Źródło: skysports.com